sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 73 "Instynkt"

-Aiko-san! Aiko-san!-Usłyszałam i błyskawicznie się odwróciłam. Dziewczynka mimo przedwczesnego hamowania i tak na mnie wpadła.
-Co się dzieje? Gdzie się pali?-Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Znalazłam liska!! A Otae dwa kotki!!- Chodź!! Zobaczysz!!-Pociągnęła mnie mocno za rękę.-Zaniosłyśmy je do Kurenai-sama!!
-A-ale ja mam j-jeszcze...
-Później!
-Mai! Chwilka...
-A-ale! N-no! Szybko!!
-To tylko chwilka.-Wytłumaczyłam lekko rozbawiona. Poszłam po żywność, a podniecone dziecko biegło jak na skrzydłach. Jakby nie było wojny, zmartwień... To dobrze, że znalazła te zwierzaki. Zapomni na chwilę, bo zabawa i opieka nad maluchami zapewne pochłonie ją bez reszty. Urocza dziecięca beztroska...
-Ale teraz ciii...-Uspokoiła się przed domem. Bardzo ostrożnie otworzyła drzwi i na palcach weszła do środka. Zaprowadziła mnie do mojego pokoju, gdzie w kacie na starym ręczniki leżały trzy piszczące maleństwa. Obok nich siedziała ruda z miseczką mleka.
-Nie chcą pić.-Poskarżyła się, gdy weszłyśmy. Jej nieszczęśliwa minka i plamki mleka na podłodze mówiły wszystko.
-Oj...-Rozczuliłam się. Ona naprawdę chciała, by te kruszynki piły z miski? Dla nich to jeszcze za wcześnie...-Macie może jakieś buteleczki? Od lalek albo coś w tym stylu?
-Ja mam jedną, ale chyba Amaya i Akako też.
-Ja mam dwie.-Skinęłam głową.
-Przynieście wszystkie.-Poleciały, a ja zostałam z piszczącymi zwierzakami. Pogłaskałam je po łebkach. Zwierzęta wyczuwają zagrożenie i w ucieczce mogą porzucić młode. Lecz dokąd te zwierzęta uciekają? Nigdzie nie jest bezpiecznie.
-Biedactwa.- Westchnęłam cicho. Poszłam spytać o koszyk. Była miska. Zanim dziewczynki wróciły zdążyłam ją wyścielić i ułożyć tam bezbronne maluchy. Mówiąc szczerze nie sądziłam, że Otae i Mai potrafią być tak ciche. W spokoju sprawdziłyśmy przydatność przepuszczalność smoczków i nieprzepuszczalność butelek. Podgrzałyśmy mleko i pokazałam im jak należy trzymać i karmić kotki. Nie należy ściskać butelek i napierać, bo maluchy same zaczną pić. W chwili, gdy one tuliły kocięta ja trzymałam przy sercu liska o niebotycznym apetycie. Gdy wreszcie się nasycił odsunął się od smoczka i wydało mi się, że uśmiechnął się do mnie zadowolony. Tak, zwierzęta także potrafią się uśmiechać... Jeśli się przyjrzysz i trochę z nimi pobędziesz zaczniesz to dostrzegać.
-Mai, Otae, już późno.-Do pokoju weszła Kurenai. Widząc co się dzieje uśmiechnęła się, lecz dziewczynki i tak musiały pójść. Ułożone razem zwierzaki bez dłoni, która, by je głaskała zaczęły piszczeć także pożegnałyśmy się w pokoju i zostałam sama czuwając, aż małe nie zasnęły. Rozluźniało mnie to, uspokajało... Tak wewnętrznie. Gdy zasnęły szybko się umyłam, zjadłam... I położyłam patrząc na te śpiące skarby. Porzucone... A potrafiące sprawić taka radość. Zwierzęta potrafią zostawić młode w chwili zagrożenia, lecz równocześnie potrafią za nie oddać życie nawet w konfrontacji z o wiele silniejszym przeciwnikiem. Zwierzęca matka zawsze będzie próbować chronić młode. Ludzkie matki czasem wydają mi sie gorsze od zwierzęcych. One potrafią porzucić bez powodu. Oczywiście... Szok poporodowy, niegotowość itd... Wyrzucenie dziecka na pewna śmierć niczego nie usprawiedliwia. Zabicie też nie... Szczególnie po jakimś czasie... Owszem, zwierzęta, gdy znowu maja młode mogą być agresywniejsze do starszych... Pępowinę trzeba przeciąć, co? Lecz nie porównujmy zwierząt, którymi kierują przecież instynkty z człowiekiem, który ma wolna wolę, myśli... Nie jest determinowany przez naturę, instynkt i nie może podejmować decyzji sprzecznych z tymi czynnikami... Choć właśnie... Zabicie dziecka jest sprzeczne. Z instynktem, z moralnością... Podobno matki, które zabiły swoje dzieci.. Usunęły... Kupują lalki i symbolicznie je chowają... Jak to jest patrzeć na dziecko... I myśleć, ze twoje byłoby w tym samym wieku? Osobiście chyba, bym tego nie wytrzymała. Nie mogłabym zabić dziecka... Zarodka, płodu, żywego stworzenia. Moje sumienie, mój umysł... Prześladowałoby mnie to... Jak to, że kiedyś otworzyłam kokon motyla z ciekawości i go zabiłam. Jeszcze o tym pamiętam. Czy to nie dziwne? Byłam dzieckiem kierowanym ciekawością, a po tylu latach ciągle jest coś nie tak... Zabójstwa, bym nie wytrzymała... A jednak... Przecież zabiłam. Tamci z ANBU. Zabiłam... Nie miałam potem wyrzutów... Wielkich. Zabiłam Atariego. Tak... Przypomnij sobie o starych grzechach... Atari... Popadłaś w coś na kształt depresji... Przy ANBU szybko się otrząsnęłaś, przeszła do porządku dziennego bez problemu. Takie jest życie ninja, prawda? Musisz być silny psychicznie... Zabójstwo tego kogo znasz będzie cię prześladować, lecz obcych ludzi... Kogo obchodzą obcy? Mogą mieć rodziny, przyjaciół. Czy na wojnie ktoś na to patrzy? Na pewno... Lecz musi. Nikt patrzysz co kieruje twoim wrogiem. Nie patrzysz, że on też czegoś broni, swojej rodziny, przyjaciół, nie patrzysz na jego motywy, przekonania... Masz swoje. Tylko to cię obchodzi. TWOI bliscy, TWOJE przekonania, TWOJA ojczyzna... TWOJA ideologia... TY. Ty potrafisz mieć wyrzuty z powodu motyla... A zapominać o ludziach... Nie jesteś od nikogo lepsza. Nie jesteś lepsza od zwierząt. One maja instynkt, ty masz wolna wolę.Zabić jest lepiej niż zostać zabitym, prawda? Nikt kto może uciec, ochronić siebie nie podda się, by nie skrzywdzić obcej osoby. Nikt nie da się zabić OBCEJ osobie... Zaatakowała? Ma problem... Obrona. Odruch obronny. Zrobienie komuś krzywdy w obronie... Pod wpływem stresu, impulsu... Nawet w prawie jest usprawiedliwiane. W końcu broniłeś życia. Swojego, bliskiej osoby... Było nie podnosić ręki... Ty podniosłeś? Ukradłeś, zrobiłeś coś złego? Rodzina głodowała itd. itd. Zawsze znajdzie się usprawiedliwienie... Bo nikogo nie obchodzą obcy. Gdy obcego poznasz to już coś innego... Zaczynasz myśleć, tworzy się więź, a nawet ta cienka może cie powstrzymać... Choć ludzi nie zawsze. Ile jest osób krzywdzących swoich bliskich, najbliższych? Człowieka nic nie powstrzyma... Wolna wola...

sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 72 "Tam"

Umieram z przejedzenia x.x'.
Czemu jest tak, ze mnie nawet herbata może zapełnić? .__.'
(tyle, ze rano szybko robię się głodna, a po obiedzie to idzie i... Q^Q)
____
Lis nie śnił mi się więcej niż raz. Niestety. Wiedziałam, że teraz są zajęci walką, wiec w gruncie rzeczy byłam wdzięczna i za tą chwilę. Za poświęcony mi ułamek świadomości... Moje życie w schronie nie układało się źle. Moja jak i Kurenai ciąża przebiegała prawidłowo. Skąd wiedziałam? Mimo, że mieliśmy tu tylko jednego medyka odwiedzenie nas nie sprawiało mu problemów. Był to starszy, siwy człowiek, który jak dla mnie nie mógł już brać udziału w wojnie... Choć w tym świecie wiek nie był ważny, a starsi i doświadczeni mieli nie raz więcej wigoru od młodych i napalonych-jak to wyrażał się pan, który uratował mnie od ukamienowania. Lubił mówić co bardzo mnie cieszyło. Opowiadał historie ze swojego życia, a ja uważnie słuchałam. Jego młodość nie należała do spokojnych. Dużo walczył. Czemu ludzie walczą? Wystarczy jeden ważny "władca", który chce więcej ziemi i już. Zachłanność. Dlaczego ludziom tak często nie wystarcza to co mają? A często mają w nadmiarze? To nielogiczne. Czemu zamiast zająć się sobą atakują innych? Nudzi im się? Niech kupią duże puzzle... Egoistyczne dzieci...Hah, gdyby takie gadki jeszcze do nich trafiały. Naiwna. Silni zawsze będą robić co im się podoba. Szkoda tylko, że siła nie zawsze idzie w parze z inteligencją.
-O czym myślisz, panienko?-Spytał mnie "dziadek".
-Tak sobie...-Odpowiedziałam.-O władcach... Powodach do walki. Czemu... Czemu ludzie walczą? Czemu nie mogą się dogadać? Czy mało bólu jest na tym świecie?- Pytałam patrząc w okno. Zdziwiłam się, gdy poczułam dotyk ciepłej, dużej dłoni na głowie.
-Ludzie zapominają o bólu, którego doświadczyli ich przodkowie, panienko. Od czasu do czasu budzi się w nich chciwe, egoistyczne zwierzę i bardzo szybko przypomina przeszłość.
-To nieprzerwane koło. Mężczyźni są tacy głupi... Zamiast zostać w domu, pilnować władnych interesów to oni uganiają się za nie wiadomo czym... Ilu przez to traci bliskich? Ile dzieci staje się sierotami? Ile matek traci ojców swoich dzieci? Ile kobiet traci ukochanych? Ilu mężów żony... Ilu ojców córki. Ile matek synów.
-Panienko i kobieta może być powodem walki.
-Ale nie wojny!-Zaprzeczyłam gwałtownie.
-Krótko żyjesz.-Nadęłam lekko policzki. Czy mężczyzna u władzy naprawdę jest gotowy poświęcić życie swego królestwa, by odzyskać ukochaną? Czy kobieta naprawdę zamiast wybrać krąży wywołując takie sytuacje? A jeśli wybierze... Czy mężczyzna naprawdę jest tak głupi, że myśli, że przez walkę ona go pokocha?! Co za głupota, debilizm!!-Świat nie jest idealny, ludzie są wadliwi, łatwiej im powielać gorsze wzorce, bo są łatwiejsze.
-Siłowe rozwiązania i tak nic nie dają.
-A czy jeśli Madara urzeczywistni swój plan to będzie to takie złe?-Spytał nagle.
-Oczywiście, że tak!-Zareagowałam gwałtownie.
-Pomyśl.-Rozkazał spokojnie.-W tej iluzji ty będziesz przy ukochanym. Ojcowie i matki odzyskają dzieci. Wszyscy uwięzieni w iluzji szczęścia.
-To nie będzie prawdziwe!
-Nie będziesz tego świadoma.-Zagryzłam usta.- Moja rodzina. Itachi. Moje dziecko. Akatsuki... Tak bardzo chciałabym, by te beztroskie dni powróciły. Tak bardzo chciałabym znów, być otoczona przez ciepło jakie mi zapewnialiście.
-T-to nie jest rozwiazan-nie.-Odwróciłam głowę. Nie chciałam na niego patrzeć. Lepiej żyć w iluzji szczęścia czy w tym raniącym, wadliwym świecie? Gdyby wygrali... Ja znów miałabym wszystko czego pragnę.-Pan znów miałby przy sobie całą rodzinę... Syna, przyjaciół.
-Może byłbym znowu młody, zdrowy...
-Ta iluzja jest jak nałożenie na cały świat choroby psychicznej.-Syknęłam.-Nikt nie będzie znał prawdy. Każdy w kłamstwie... Bezbronny wobec oszustwa! Nigdy się na to nie zgodzę!-Nie odpowiedział mi. Zamyślił się. Czy naprawdę byłby skłonny zgodzić się na coś takiego? Gdzie tu wolna wola? Choć... Gdyby tak pomyśleć... Skąd wiemy, że teraz, w tej chwili nie żyjemy w iluzji? Czy naprawdę jesteśmy wolni? Skąd wiemy, że tak naprawdę nie jesteśmy przez kogoś kierowani? Skąd? A jeśli to wszystko to po prostu zabawa? Kogoś komu się nudzi... Jeśli to ja żyję w iluzji? Jestem tylko pionkiem? Ja czuj, lecz skąd wiem, że to wszystko dookoła mnie, ludzie to nie jest tylko wyobrażenie, nędzna iluzja? Zabawa? Czy ktoś naprawdę ma tak czarny humor, że układa takie "scenariusze życia"? Choć... Wyobraźnia jest podobno nieograniczona, a jeśli jestem tylko pionkiem to... Co ja kogoś tam obchodzę? Ogląda... Bez przywiązania, sentymentu, niczego. Jeśli jestem dla kogoś taką zabawką jak małpka w cyrku dla publiczności? Czy "to" czuje? Krzyczy, bo naprawdę go coś boli czy to tylko taki odruch? Hah... Oszaleję! Tak bardzo chciałabym wierzyć! Że to wszystko nie jest tylko bezsensowną grą... Że gdy stanie mi serce... Po prostu nie zniknę. Jak to jest "znikać"? Po prostu cię nie ma. Nie ma nic!!
-Już późno. Kurenai będzie się o ciebie martwić.-Mężczyzna znów dotknął mojej głowy. Pożegnaliśmy się i wyszłam. Zamyślona szybko wróciłam do domu kunoichi.
-Coś się stało?-Spytała w czasie kolacji.
-Kurenai, wiesz co się dzieje z twoim narzeczonym?-Spytałam. Cóż, zapomniałam imienia. Odłożyła miskę na blat i spojrzała na mnie zdziwiona.-W sensie... Zaświaty? I wgl.. Wierzysz w to? Że, gdy umrzemy to nie znikniemy ot tak... Tylko będzie coś "po"?-Uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Kryzys wiary?
-Załóżmy.-Spojrzałam w resztki ryżu. Jestem pełna...
-Wierzę. Sądzę, że nawet jeśli mnie nie obserwuje to czeka. "Tam".-Uśmiechnęłam się delikatnie. Czeka...  Wyobraziłam sobie Itachiego, liderka, Sasoriego, Hidana, Deidarę itd. w białych płaszczach i skrzydełkach, który siedzą na chmurce z głowami w dół i mi się przyglądają. Co za głupie i niedojrzałe myśli... Takie pozytywne. Aniołki. Moje stróże. Oh, gdybym powiedziała to Kurenai... Przestępcy ze skrzydełkami. *Oj, Ai, jesteś takim dzieckiem.* Mój wzrok padł na resztkę posiłku. *No to bądź grzeczną dziewczynką i dojedz kolację.*
__
Wiem, że krótkie i złe... Wińcie mangę!!
I mój brak kreatywności ;_;

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 71 "Pomoc"

Po chwili bezczynnego siedzenia wstałam, ogień zniknął, a ja drżałam. Mimo tego, iż byłam sucha w jaskini przy wodzie było zimno. Rozejrzałam się. Jak stad wyjść? Westchnęłam cicho. Pamiętałam. Przypomniałam sobie tak wiele rzeczy, że gdy te fakty zaczęły do mnie dochodzić w mojej głowie pojawił się i wzrastał ból. Muszę się stąd wydostać... Zawróciłam i używając chakry przeszłam po wodzie. Nie myślałam dokąd idę, prowadziła mnie intuicja. Po jakimś czasie doszłam do wioski. Biorąc pod uwagę, że ludzie prócz zwykłego zaciekawienia i podejrzliwości patrzyli na mnie z niepokojem pewnie wyglądałam tragicznie. Z ciekawości zatrzymałam się i przejrzałam  jednym z wielu okien. Mimo, iż moje włosy ułożyły się samoistnie i nie wyglądałam jak wiedźma moje ubranie było w gorszym stanie. Wyglądało to jakbym przed chwilą wyszła z płomieni. Zresztą... Nie było to niezgodne z prawdą. Ogarnęła mnie dziwna słabość. Stałam i patrzyłam w swoje odbicie nawet go nie widząc. Obudziło mnie uderzenie kamyka w bok głowy. Spojrzałam beznamiętnie na grupkę dzieci.
-Wracaj do Akatsuki!-Krzyknął jeden z nich, a drugi podrzucał kamyk, którym widocznie zamierzał rzucić. Nie chciało mi się tego unikać. To bezsensowne. Ludzie... Ich stosunek do mnie i tak się nie zmieni. Jestem skąd jestem... Powinnam była zginąć z przyjaciółmi. Co ja tu w ogóle robię? W moich oczach zgromadziły się łzy. No już, rzuć...
-Przestańcie!- Usłyszałam męski głos i podniosłam głowę na staruszka, który z zadziwiającą krzepą chwycił dzieciaki za ręce.- Matka cię szukała, Kaito! A ty od tygodnia masz szlaban!-Patrzyłam a całą sytuację zdziwiona. Grupa szybko opuściła złapanych kompanów, a dzieciaki po chwili "się wyrwały" i uciekły. Ten mężczyzna zwyczajnie nie chcąc się z nimi męczyć puścił ich. Patrzyłam na niego zdziwiona, lecz ten tylko skinął mi głową z poważną miną i wrócił do domu. To w jego oknie się przejrzała.
-Dziękuję.-Powiedziałam cicho po czym się delikatnie uśmiechnęłam. Ruszyłam do mieszkania Kurenai. Z miejsca rzuciła się na mnie Mai. Dosłownie. Gdybym nie była tak blisko ściany i się o nią nie oparła prawdopodobnie bym upadła.
-H-hej.
-Aiko-san! Tęskniłam! Czemu tak długo?! Co ci się stało?! Jak było?!
-Mai.-Upomniała ją Kurenai. Dziewczynka mnie puściła. Przeprosiłam i przeszłam się przebrać. Trwało to tylko chwilkę. Nie miałam dużo ubrań, więc nie miałam trudności z wyborem. Szybko do nich wróciłam i poczęstowana sokiem usiadłam. Krotko opowiedziałam im o wodnej pułapce i hipnotyzującym ogniku. Bez szczegółów i bez prawdy o moim pochodzeniu.
-Czyli nic ciekawego.-Ziewnęła głośno rudowłosa.-Nie było się czego bać.
-Otae-chan, pamiętaj, że wielu shinobi ciekawość zaprowadziła do śmierci.-Upomniała ją joninka. Ciekawość, lustro i brak akceptacji tego ducha. Tak podejrzewałam ja. "Nie mów im nic". Usłyszałam w głowie głos tego ducha, lecz była to prawdopodobnie tylko moja wyobraźnia.
-Aiko-san. Aiko-san!-Doszło do mnie wołanie Mai.
-T-tak?- Doszło do mnie, ze na chwilę kompletnie odłączyłam się od rozmowy.
-Tam nic nie było, prawda?-Potwierdziłam.-A czemu nie wzięłaś lusterka?
-Zniszczyło się, moja droga.
-Mogłybyśmy zobaczyć z jak dawna pochodzi. Dziwne, że było podobno w tak dobrym stanie.
-Owszem, lecz to pewnie jakieś jutsu, ochrona...
-Możliwe...
-Ten płomień naprawdę zgasł?-Skinęłam głową.
-Może to było jakieś miejsce pamięci...-Podsunęłam.
-Nigdy o czymś takim nie słyszałam.-Ucięła Kurenai.-Dzieci, idźcie do domów. Ona potrzebuje odpoczynku.
-Ale...-Zaczęła Mai, która siedziała przytulona do mojej osoby.
-Jutro z nią porozmawiacie, dobrze?- Gdy Otae ją pociągnęła dziewczyna się ode mnie odkleiła. Gdy wyszły ja udałam się do łazienki. Powiedziałam Kurenai "dobranoc" i poszłam spać. Sama nie wiem kiedy zasnęłam. Położyłam się i w sekundę mnie zmorzyło. Otoczyła mnie ciemność, pobiegłam w stronę jasności, lecz i ona się do mnie zbliżała. Po chwili stanęłam naprzeciw płonącego lisa.
-Nie powinnaś być w wiosce liścia.-To były jego pierwsze słowa.
-Dlaczego?
-Za blisko wojny.
-To nie ma znaczenia. Jeśli przegracie konsekwencje nie ominą nikogo.
-Po połączeniu wzrósł kontakt między nami. Jeśli będzie brakowało mi energii ty ucierpisz.-Przyjrzałam się lisowi.
-Czy ty nie powinieneś cieszyć się ludzką krzywdą i tym podobne?-Lis spuścił łeb i spojrzał gdzieś w bok jakby zmieszany.
-Naruto. Nie zawsze byliśmy źli. Pochodzisz od człowieka, którym był Mędrzec. On i grupa stworzeń od którego pochodzi twoja moc nigdy nie traktowali nas jak rzeczy.
-Wiec mi ufasz?
-Mam nadzieję.-Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Możesz brać moja energię.-Powiedziałam łagodnie i do niego podeszłam. Cofnął się niepewnie.
-Spokojnie...-Szepnęłam i delikatnie pogłaskałam go po szyi.-Dawno nie doświadczyłeś takiego dotyku, prawda?-Spojrzałam na niego. Zadowolony przymknął oczy. Przytuliłam się do niego.
-Czy Naruto naprawdę jest takim "słońcem"?-Spytałam cicho, a on potwierdził. Zazdrościłam mu. Czasami było mi tak zimno... Chciałabym się ogrzać.
-Może nie rozumiem cie w pełni... Lecz możliwe, że znam chociaż kawałek twych uczuć.-Milczał, lecz i mnie nie odrzucał. Sądzę, ze wiedział, iż dotyczy to podejścia ludzi do jego osoby.
Obudziłam się z uczuciem dziwnego ciepła w środku. Tak dawno temu czułam się bezpiecznie... Mimo, iż lis nie może mnie ochronić czułam się dobrze i już bez trudno odpowiadałam na wszystkie pytania dzieci. Wykonywałam też  swoje codzienne obowiązki. Niestety lis nie pojawił się kolejnej nocy. Mimo to czułam przy sobie jego obecność. Popołudniu poszłam do domu staruszka, który mnie obronił. zapukałam nieśmiało i po chwili mój wczorajszy obrońca mi otworzył. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-J-ja chciał-łam tylko pan-nu podziękować za wcz-czoraj. P-proszę!-wystawiłam do niego dłonie z pakunkiem. Upiekłam ciasto.
-Nie ma za co, dziecko. Wejdziesz?-Zdziwiłam się, lecz zgodziłam. Zaprowadził mnie do salonu i sam poszedł z prezentem do kuchni.-Herbata?
-T-tak! Może być!-Po chwili wrócił do pokoju. Na talerzu, który postawił na stole leżał mój wypiek. Podał mi talerzyk.
-Częstuj się.-Gdy ten sam wziął kawałek ja zrobiłam to samo. Nieśmiało spróbowałam kawałka. Nie wyszło źle.-Pyszne. Często pieczesz?-Pokręciłam przecząco głową.-A masz talent.
-T-talent?
-Do pieczenia.-Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Dziękuję.
-Nie przejmuj się tymi chłopakami. To znane w okolicy urwisy. Nawet teraz muszą sprawiać kłopoty. Ich ojcowie wyruszyli na wojnę.
-Więc w ten sposób starają się o tym nie myśleć.
-To dzieci.-Skinęłam głową.
-Wiem. Nie dziwi mnie ich postępowanie... W ogóle...
-Mój syn też jest na wojnie.
-Naprawdę? Przykro mi...
-Nie mów tak. Nie umarł. Jest silny jak jego ojciec, a ja jednak trochę przeżyłem.-Uśmiechnęłam się do staruszku. Zaczął opowiadać o synu. Zasiedziałam się.
-Dziękuję za wszystko.-Powiedziałam, gdy już wychodziłam.
-To ja dziękuje za pyszne ciasto i towarzystwo. Wpadaj częściej.
-Dobrze.-Przyjęłam zaproszenie i z uśmiechem na ustach wróciłam do domu Kurenai. Czy tak spokojne życie mogłoby mnie kiedyś znudzić? Cieszyłam się z sytuacji w jakiej byłam kiedyś. Miałam zwariowaną rodzinę, w której nie było mowy o dłuższym spokoju i to mnie cieszyło... Lecz kiedyś trzeba siąść,pomyśleć, uspokoić się. Dla dobra innych. Ah! O czym ja myślę?! Jest wojna! Tu nie ma mowy o ustatkowaniu się! Zresztą ile ja mam lat?! W moim wieku... Nie ma się dzieci...

piątek, 26 października 2012

Rozdział 70 "Płomyczek"

Łi. Tak, wiem, ze krótkie=-='.
__
-K-kim jesteś?-Spytałam drżącym głosem ocierając oczy. Ta podeszła do mnie, uklękła, pogładziła po policzku i przytuliła. Ogień, który tworzył jej postać nie robił mi krzywdy, a delikatnie obejmował moje ciało ogrzewając. Czułam się tak bezpiecznie.
-Mój płomyczek.-Pogłaskała mnie po głowie.
-Kim jesteś?- Powtórzyłam pytanie.
-To długa historia.
-Mamy czas!-Spojrzałam na nią. Bez przesady. Weszła w moje sny wraz z tą matroną. Owszem, jestem wdzięczna za ratunek, ALE..!
-Ty masz, lecz ja nie.-Przyjrzała mi się uważnie.-Jesteś bardzo nieodpowiedzialna. W takim stanie nie powinnaś narażać siebie i dziecka.- Odwróciłam wzrok. A kto mnie wzywał?- Choć z taką cząstką nie ma co się dziwić.- Skierowałam na nią zdziwiony wzrok.
-Jaką cząstką?
-Tym światem nie rządzi tylko splot zdarzeń związany z zapieczętowanymi demonami. Choć duchy jak ja zostały już dawno zapomniane mimo, iż kiedyś wspieraliśmy mędrca.
-Co to ma wspólnego ze mną?-Może to dziwne, lecz odniosłam wrażenie, że się rumieni.
-M-mędrzec sam w sobie był s-silnym i p-pociągającym mężczyz-zną, a los nie poskąpił tych cech jego synom. Starszy był jak płomień, który pochłonie wszystko co mu się spodoba, a młodszy obdarzał wszystkich wokół światłem i ciepłem...- Patrzyłam na nią przez chwilę w milczeniu. Coś do mnie chyba nie dochodziło.
-Co. To. Ma. Wspólnego. Ze. Mną?
-Płomyczku...
-Wiek mędrca i jego synów już dawno minął, ich dzieci także...
-Sądziłam, że nic nigdy nie przejdzie.
-A tu wypadek?
-Przykro mi.
-Przykro ci, że się urodziłam?
-Płomyczku...
-Zaraz! Czemu to się wgl. stało?! Jak znalazłam się w tamtym świecie?! I co to dla mnie oznacza?!-Poczułam jak moje ciało pokrywa się delikatnym płomieniem, wiec próbowałam się uspokoić.
-Nie wiem czemu zyskałaś moją cząstkę. Umieścili cię tak ponieważ sądzili, ze jeśli nie wychowasz się w tym świecie "to" nie da o sobie znaku, lecz to jest niezależne od chakry shinobi. Zesłałam sen, by cię uwolnili...
-Taki jak na mnie?
-Nie.
-Bez tamtej matrony?
-To była twoja wina.
-Że co?!- Poczułam jak ciepło przeszywa moje ciało.
-Uosobiłaś swój własny lęk. Spaliłaś okiya, zabiłaś Atariego i nie tylko.
-Ah.- Poczułam jakbym całkowicie opadła z sił. Miałam tylko nadzieję, że po spaleniu tej matrony to nie będzie do mnie wracać.- A co ta twoja cząstka oznacza dla człowieka?
-Prócz oczywistego spalenia i większej energii jesteś związana z Kyubim.-Spojrzałam na nią całkowicie zrezygnowana. Mało mi?
-A co to oznacza dla dziecka?
-Maleńkie ryzyko rinnegana lub nowe "kekkei genkai" jak nazywają to shinobi. Jest też możliwość, że urodzi się normalne.
-Yhm.-Zastanowiłam się. I tak źle i tak niedobrze.
-Płomyczku ja mam mało czasu.-Zwróciła mi uwagę kobieta.
-Więc słucham.
-To nie jest twoja wojna. Jeśli Kyubi będzie blisko może na ciebie wpłynąć, wiec bądź ostrożna. Mój związek z rodem mędrca trzeba było ukryć. Odkrycie tajemnicy przed szerszym gronem ludzi nie przyniesie ci nic dobrego. Musisz też sie kontrolować, bo żywioł cię prezentuje.
-Czy mój związek z Uchihą to kazirodztwo?- Wypaliłam nagle.
-Jesteś piątą wodą po kisielu.-Uśmiechnęła się do mnie delikatnie, a ja zawstydziłam się tak głupiego pytania.- Nie martw się.- Skinęłam głową, a ta pogłaskała mnie po twarzy.-Płomyczku unikaj walki i rozgłosu.-Wzięła rudy płomień w ręce, blakła.-To twoje.- Oznajmiła i gdy światło znalazło się naprzeciwko mnie puściła je. Przez chwilę migało jakby nie mogło o czymś zdecydować. Złożyłam dłonie jakbym chciała, by na nich usiadło, a ten zamigotał mocniej i dosłownie wszedł w moją skórę. Poczułam jakbym znalazła coś czego od dawna szukałam.-Dla bezpieczeństwa musiałam ci to odebrać, lecz już dorosłaś...- Kobieta spojrzała na mnie jak matka na córkę, którą widzi po raz ostatni.-Wybaczysz mi, płomyczku?
-J-ja nie mam cz-czego, al-le proszę mi powiedzieć: Nag-gato-san wiedział kim jestem?- Skinęła głową.- A inni? Itachi-sensei?- Zaprzeczyła.
-Mój czas tu dobiegł końca. Zapomnienie niszczy, a ja słabnę.
-Zobaczę cię jeszcze?
-Jeśli tego zapragniesz. Wracam do rodziny.- Przytuliła mnie.- Żegnaj, płomyczku.- Przytuliłam się do niej, a ona po chwili się rozpłynęła.
Pamiętałam. Pamiętałam jak krótko przed planowanym rozdzieleniem mnie z Atarim zasnęłam. Pamiętam płacz i uczucie ciepła we śnie. Pragnęłam, by wszystko zniknęło. Pragnęłam nie odchodzić. Obudziły mnie krzyki. Wszystko wokół płonęło. Potem uratowałam tamtą dziewczynę. Przygniotła mnie jedna z belek. Mimo, iż ogień nie parzył to dym był duszący, a kawał drewna mnie przytłaczał. Nie wiem kto mnie uratował, bo straciłam przytomność, a w przebłysku świadomości mam tylko zarys kaptura i obietnicę, że będę bezpieczna. Potem była pustka... Tak, potem bez pamięci traciłam do tamtego świata. Niby wszystko dla mojego dobra, a czy naprawdę zostałam ochroniona? Na pewno inaczej ukształtowana niż gdybym była tu przez cały czas, lecz czy to lepiej czy gorzej? Wolałam nie wnikać. Chcieli mojego dobra. Dziękuję.